środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział 48

-Wszystko ok?-zapytał mnie.
-Odsuń się i mnie zostaw-syknęłam i gwałtownie wstałam i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i usłyszałam jak ktoś wychodzi z domu. Pomyślałam, że Harry pojechał po reszte do klubu. Rozebrałm się i weszłam pod prysznic. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale chłopaki już wrócili ponieważ dobijali się do drzwi od pokoju. Ja wyszłam z łazienki i ubrałam się. Założyłam za dużą bluzę i getry. Włosy spiełam w niechlujnego koka. I nadzwyczajniej w życiu zaczęłam tańczyć. Gdy się znudziłam usiadłam na łóżku i zapaliłam. Nie byłam wstanie sobie tego wyobrazić jak Zayn mógł mi to zrobić. A Jacob? Szkoda gadać. Wyszłam z pokoju, chłopaków nie było na górze ani w salonie, więc pomyślałam, że ich nie mam. Coś zaczęło się tłuc w kuchni. Zakradłam się powoli i zamiast chłopaków zobaczyłam jakiegoś faceta. Bez zastanowienia wskoczyłam na jego plecy i zaczęłam okładać jego tors pięściami. On się tylko śmiał. Wtedy do domu weszli moi chłopacy.
-Monika kochanie zejdź z niego-powiedział Zayn.
-Po pierwsze nie mów do mnie kochanie, a po drugie w ogóle się do mnie nie odzywaj.-powiedziałam oschle.
-Kocie-powiedział Harry-zejdź z Johna. To jest tylko nasz kolega i twój ochroniarz.
-Ja nie potrzebuje ochraniarza.-powiedziałam spokojnie schodząc z Johna. Co oni sobie myślą.
-Wydaję mi się, że jednak tak.-powiedział Harry
-Chcesz zobaczyć?
-No ok-powiedział
-John przesuniesz ławe?
-Pewnie.-ja wyszeptałam jeszcze tylko dziękuje. I przyjęłam obronną pozycję. Próbowałam uderzyć go ale odparował uderznie. Po jakiś 15 minutach Harry przyciągnął mnie do siebie, tak że opierałam się plecami o jego tors.
-I co nadal nie potrzebujesz Johna-powiedział cicho i uśmiechnął się triumfalnie.
-Nie-powiedziałam i uderzyłam go łokciem w brzuch. Harreh zwinął się na dywanie.-I kto tu jest zwycięzcą. Louis możemy pogadać. Teraz.
-Pewnie. Chodźmy do parku..
-Ok-powiedziałam i ubrałam moje białe Vansy. Wyszliśmy z domu.
-Więc o czym chciałaś ze mną porozmawiać.
-Wyjeżdżam.
-No na trase tak?
-Tak i nie. Na trase tak, ale ja na zawsze wyjeżdżam.
-Przemyślałaś to?
-Tak, ja nie chcę żeby dziewczynki wychowywały się bez ojca, ale nie da się. Ja nie dam rady z nim życ w jednym domu, a z drugim w jednym mieście.
-Ja cię rozumiem, ale co z klubem, co z nami i z chłopakami?
-Nie wiem, ja już nic nie wiem. Trase i tak zaczynam od Krakowa, więc jest ok. Z wami będe utrzymywać kontakt nie martw się
-Nie rozumiem jednego. Czemu mówisz to właśnie mi?
-A komu innemu, Liam by się na mnie wydarł, Harry powiedziałby Zaynowi, Niall by mnie nie puścił bo dobrze gotuję, a Zayn. Szkoda gadać. Ale ty mnie zawsze rozumiesz. I za to ci dziękuje.
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Dzisiaj w nocy. Jestem już spakowana.
-Podwieść cię?
-Byłabym wdzięczna. Walizka jest w twoim samochodzie, miałam nadzieję, że mi go pożyczysz.-powiedziałam i pierwszy raz spojrzałam w jego oczy podczas tej rozmowy. Wyrażały one smutek, złość, zmartwienie i miłość.-Nie martw się o mnie Louis. Kocham cię jak mojego brata, którego nigdy nie miałam. Ja nie chcę was zostawiać, ale nie widzę innego wyjścia.
-Monika, proszę cię nie płacz bo się sam rozkleję, a nie chcesz widzieć mnie płaczącego-powiedział i się uśmiechnął. Ja go przytuliłam i powiedziałam ciche dziękuje. Wyciągnęłam paczkę papierosów i wyciągnęłam jednego poczym zapaliłam go.
-Chcesz jednego?
-Nie. Monika wiesz, że ci to szkodzi.
-Wiem-powiedziałam i wypuściłam dym. Louis przyglądał mi się jakby chcia zapamiętać każdy szczegół mojego zachowania, wyglądu i sposobu bycia.-Która godzina?
-Za pięć minut będzie północ.
-O kurwa samolot mam za godzinę. Chodźmy już.-powiedziałam.
-Mam jeszcze jedno pytanie.
-Pytaj.
-Mogę cię pocałować? Tak na pożegnanie.-spojrzałam w jego oczy. Zobaczyłam tylko i wyłącznie niepewność. Ja chwyciłam jego twarz i pocałowałam.
-Chodźmy już.-powiedziałam i ruszyłam w stronę domu. Na lotnisku wszystko odbyło się spokojnie oprócz pożegnania. Płakałam niemiłosiernie. Byłam cała roztrzęsiona.
•••Oczami Louisa•••
Dojechałem do domu, i chłopaki oglądali jakiś film. W połowie filmu nadano komunikat, że samolot, na którym była Monika rozbił się przy lądowaniu. I, że A Sister prawdopodobnie poroniła. Chłopaki żartowali, że to nie prawda, że ona śpi na górze.
-Ej a ty co taki blady jesteś, jakbyś zobaczył ducha?-zapytał Zayn
-Ja pierdziele jedziemy do Polski.-powiedziałem
-Po co?
-Do szpitala. Do Moniki. To nie są żarty. Ona była na pokładzie tego samolotu. Sam zawiozłem ją na lotnisko. Mówiła żeby wam nie mówić. Jezu, co ja zrobiłem.-powiedziałem zdenerwowany.
-Chłopaki zbieramy się-powiedział Liam.-Jedziemy do Polski.
•••Oczami Moniki•••
-Dzień dobry-powiedziała prezenterka z Mtv
-Hej-powiedziałam.
-Więc jak się czujesz?
-Muszę przyznać, że nawet dobrze. Fani wspierają mnie psychicznie. Jestem im za to bardzo wdzięczna.-powiedziałam i się uśmiechnęłam.-Jesteście najlepsi.
-A co z trasą? Po jutrze masz pierwszy koncert. Wystąpisz?
-Oczywiście, że tak. Nie zawiodę fanów. Trasa odbędzie się i jest bardzo możliwe, że dodamy kolejne daty koncertów w UK i USA.
-Co na to lekarze?
-Nie są zadowoleni. Ale mnie to nie obchodzi. Fani są dla mnie najważniejsi. Ważniejsi niż moje zdrowie.
-A chłopaki z 1D?-zapytała i się uśmiechnęła
-Tylko jeden z nich wie, że wyjechałam. Ale jestem pewna, że i tak już wiedzą, że jestem w szpitalu.
-A co z twoim związkiem z Zaynem Malikiem?
-Nie jestem pewna. Mieliśmy pewną kłótnię i ja nadal darzę go urazą. Ale nadal go kocham.
-Dziękuję, za wywiad. Cześć.
-Pa-powiedziałam, a ona dała mi buziaka w policzek. Gdy wyszła, do pokoju wszedł Zayn.
-Monika...
-Zayn ja cię przepraszam. To wszystko moja wina.
-Nie to tylko i wyłącznie moja wina. Gdybym ci to wytłumaczył, nic by się nie stało.
-Nie. To ja wam nie powiedziałam. To ja zachowałam się nie dojrzale. To ja zawiniłam. To jest moja wina.
-Cokolwiek-powiedział i się uśmiehnął. Spojrzałam w jego oczy, ale nie mogłam z nich odczytać żadnych uczuć. Nic. Po prostu pustka. Pocałowałam go lekko. Nie oddał pocałunku. Spróbowałam jeszcze raz. Tym razem oddał, ale to nie było to samo co kiedyś. W moich oczach pojawiły się łzy. Straciłam go. Straciłam wszystko.
-Wyjdź, proszę cię.-powiedziałam cicho. Gdy drzwi się zamknęły, ja wybuchłam nie kontrolowanym płaczem. Do pokoju weszła młoda pielęgniarka.
-Hej Monika, wszystko ok?-zapytała siadając na krawędzi łózka.
-Nic nie jest ok. Straciłam wszystko, wszystko, tak? Straciłam Zayna, straciłam je, straciłam siebie.
-Monika...-uciszyłam ją podnosząc rękę do góry.
-Nie ma już Moniki.-powiedziałam zła na siebie.
-A kto jest?-zapytała z troską.
-Ashley. Chodź pokaże ci coś-powiedziałam chwytając ją za ręke. Podeszłyśmy pod okno.- Widzisz te wszystkie dziewczyny? Ona znają tylko tą wredną sukę Ashley. Która dla nich jest wzorem. One nie znają Moniki. Nie znają tej drugiej mnie. Tej miłej dziewczyny, która sobie nie radzi z problemami.
-Nie, Ashley. One znają całą ciebie. Wiedzą o tobie więcej niż sobie wyobrażasz.
-Tak, ale...
-Nie ma żadnego ale, przyszłam ci powiedzieć, że wieczorem wyjdziesz ze szpitala. Masz gości wpuścić ich?
-Na razie zawołaj tylko Liama.-powiedziałm i się uśmiechnęłam. Dziewczyna wyszła. Ja zapukałam w szybę i wszystkie oczy spojrzały w stronę okna, które po chwili zostało otwarte przez Liama. Stanęłam na krześlę i zrobiłam moje słynne A z palców i krzyknęłam A Sister Rules. Tak może i jestem Polką, ale z fanami rozmawiam po Angielsku, taka zasada. Liam zamknął okno i pociągnął mnie na łóżko.
-Jak dobrze, że nic ci nie jest.-powiedział Liam
-Tak nic mi nie jest. Oprócz tego, że poroniłam to nic mi nie jest.
-Jezu Monika, tak...-nie dałam mu dokończyć.
-Nie powinno być ci przykro. To moja wina, zasłużyłam sobie.-powiedzia i się uśmiechnęłam-Może to i nawet lepiej.
-A co z Zaynem?-zapytał Liam
-Nie wiem. Chyba już mnie nie kocha. Jego wzrok był taki pusty, obojętny, nawet pocałunek nie był taki sam.
-Ja z nim pogadam, a ty się spakuj. Możesz już wyjść ze szpitala.
-Liam, zawołaj Harrego, a i Nialla też. Mam coś dla niego.
-A Louis?
-Z Louisem pogadam zaraz.
-Spoko.-powiedział Liam i ścisnął moją ręke-wszystko będzię dobrze.
-Nie jestem tego pewna.
-Ale ja jestem-powiedział i mrugnął do mnie wychodząc. Zaraz po nim do pokoju weszli Harry i Niall.
-Cześć skarby.-powiedziałam i się uśmiechnęłam.
-Hej-powiedzieli równo.
-Niall jak chcesz to zjedz mój obiad nie jestem głodna.-powiedzia, a chłopak zaczął jeść. Ja podeszłam do Harrego, przytuliłam go.
-Nie płacz-powiedział Harry
-Ja nie płacze, ja się śmieje.-powidziałam wesoła.
-Czemu się śmiejesz?-zapytał rozbawiony.
-Bo cię kocham.
-Jak brata, no nie?
-Może-powiedziałam i mrugnęłam do niego. Wzięłam do ręki obcisłą i krótką czarną sukienkę. I poszłam w kierunku toalety. Ubrałam sukienkę i przeglądnęłam się w lusterku. Sukienka ma rozcięcie na plecach aż do końca mojego kręgosłupa. Dekolt jest w kształcie serka. Pomalowałam się i wyszłam z łazienki. W pokoju był tylko Zayn. Zdziwiłam się. W jego oczach wyczytałam tylko zdziwienie i złość. Jeżeli chodzi mu o to jak się ubrałam to nie dla mnie tylko dla fanów, no i może dla niego lub Harrego, lub po prostu chłopaków.
-Co?-zapytałam i zmarszczyłam brwi. Podeszłam do łóżka i ubrałam szpilki.
-Muszę z tobą porozmawiać-powiedział chłodno. Dziwnie się poczułam, jeszcze nigdy ze mną nie rozmawiał takim tonem. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam tego mu pokazać. Nie mogłam pokazać, że jego zmiana jakoś na mnie wpłynęła.
-Czekam-powiedziałam półgłosem. Jego oczy nie wyrażały żadnych emocji lub uczuć.
-Nie rozumiem jednego-powiedział tym samym tonem, który wywołuje we mnie strach.-Czemu powiedziałaś to mojemu przyjacielowi, a nie mi? Czy to w ogóle mi ufasz?-powiedział, a ja wstałam i przeczesałam włosy palcami. Obróciłam się twarzą do okna.
-Ufam ci-powiedziałamm cicho.-A komu miałam się zwierzyć? Co? Może Jacobowi, a poźniej się z nim przespać-powiedziałam trochę głośniej i pewniej.-Ja chciałam uniknąć tej kłotni-wyszeptałam.-Po prostu uniknąć tej cholernej kłótni, Zayn-powiedziałam głośniej niż chciałam. Zayn był zdziwiony.
-Monika...-powiedział tym mrożącym krew w żyłach głosem. Ja lekko się skrzywiłam.
-Nie, Zayn. Teraz ja mówię.-powiedziałam obojętnie. Obróciłam się gwałtownie.-Kiedy ostatni raz ze mną gdzieś wyszedłeś? Tak do klubu, ale migdaliłeś się z jakąś blondi. Mam dosyć twoich tłumaczeń Zayn. Musiałabym to usłyszeć z jej ust. Stałeś obojętny. Nic cię nie obchodzi. Co do tego wyjazdu, myślałam, że będzie lepiej jak wyjadę-powiedziałam i głos mi się załamał.-Ja czułam siė jakbym cię nie obchodziła, wręcz wadziła.-powiedziałam drżącym głosem.-Ja po prostu... myślałam, że mnie już nie kochasz. Że jesteś ze mną tylko dlatego, tyllko ze względu na ciąże i chyba miałam racje.
-Monika, po prostu nie wiem jak sobie z tym radzić.
-Ty nie wiesz? Co ja mam powiedzieć, moja własna matka mnie nienawidzi, połowa osób, które znam też. Właśnie straciłam dwójkę dzieci. Zaczynam trasę koncertową. A to wszystko przed pełnoletnością.
-Jak to przed pełnoletnością?-zapytał zdziwiony, a ja popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. No jasne nawet nie wie kiedy mam urodziny.
-Ja mam osiemnastkę dopiero za miesiąc. No ale ciebie to najwyraźniej nie obchodzi.
-Ja nie wiedziałem, znaczy zapomniałem.
-No jasne.-powiedziałam cicho- Na razie mam cię dosyć, siebie też.-dokończyłam i wyszłam z sali.